Przegląd tygodniowy #4/06


No i skończył się czerwiec. Ale pogoda to chyba stwierdziła, że już mamy wrzesień, bo jest strasznie kapryśna. Ja wiem, że deszcze był potrzebny po tylu tygodniach suszy...no ale te temperatury to już jakaś masakra. Żeby w ciągu dnia temperatura sięgała max 17 stopni w lato to już chyba lekka przesada. Ponoć lipiec będzie lepszy, no ale na razie się nie zapowiada. 
Ale wracając do przeglądu, to ten tydzień był ok tylko w połowie. Druga połowa tygodnia była kompletnie do dupy. Jak to lekarz stwierdził, złapałam rotawirus. I wg niego to normalne gdy ktoś tak jak ja ma duży kontakt z ludźmi...tym bardziej że zaczął się okres wakacyjny. A jakby ktoś nie wiedział to rotawirus przenosi się podczas kontaktu z inną osobą, lub nawet po dotknięciu klamki u drzwi, której wcześniej dotknął ktoś chory (ja się nie wymadrzam jak coś, tylko tak mi powiedział lekarz) :-) a więc od środy wieczorem do piątku moim centrum dowodzenia było łóżko. Czwartek cały przespalam budząc się tylko po to, żeby iść do toalety czy nakarmić swoje dziecię. W piątek dopiero odważyłam się na dłuższą eskapadę z domu i udałam się do lekarza. Tam dostałam diagnozę i leki...tzn elektrolity i jakieś tabletki na żołądek. I tak szczerze w sobotę już czułam się dobrze...tylko trochę kręciło mnie coś w brzuchu. Co do diety w trakcie choroby, to cały czwartek nic nie jadłam, piłam tylko cole (wiem że to nie zdrowo, no ale to była jedyna rzecz, która nie goniła mnie do łazienki). W piątek i część soboty przypomniały mi się czasy dzieciństwa w postaci kaszy manny. W sobotę też pozwoliłam sobie na gotowane ziemniaki i surówkę z czerwonej kapusty oraz na kawę, ale szczerze to nie był dobry pomysł wtedy :-(. Wczoraj już było super, i prawie jadłam normalnie...omijałam tylko mocno przyprawione rzeczy. Dziś, tj poniedziałek, już jest super ale jeszcze mam wolne :-)




Po za tym w minionym tygodniu mój M mnie zaskoczył i kupił mi steper :-) i to w kolorach dla mnie idealnych :-) Długo mu o nim gadałam (a wszystko przez Karlę :-D), więc w końcu się poddał :-D Choć myślę, że ten jego zakup ma drugie dno i to oznacza, że i on coś planuje sobie kupić :-) pewnie niedługo się przekonam :-D 
Ale tak czy siak cieszę się jak małe dziecko z tego i jak tylko lepiej się poczułam to musiałam go wyprobowac. Na początek delikatnie, bo tylko 15min. Z czasem dojdę do godzinki, ale teraz nie chce się nabawić jakiejś kontuzji.



I to chyba tyle jeśli chodzi o ten przegląd. Na koniec oczywiście kilka zdjęć Lunki. Po więcej zapraszam na moje instastories i Instagram :-)



Komentarze