No i mamy połowę lipca. Wybaczcie, że nie było poprzedniego przeglądu tygodnia i wogole mnie mało tu i na Instagramie, ale te pierwsze tygodnie lipca to był jakiś hardcore. Poprostu masakra. Nie dość, że mam ogrom pracy, to jeszcze dobijają mnie pogarszające się wyniki mojej mamy i stawiane jej diagnozy, plus chorobą Lunki, która najprawdopodobniej zakończy się operacja :-( Z tych kilku powodów nie mam ani weny na nowe posty ani głowy do robienia zdjęć na Instagram i do przeglądów. Dlatego też posługuje się trochę zdjęciami z instastories. Mam nadzieję, że do końca lipca coś się wyjaśni i z mamą i z Luna, bo jak nie to na takim wyczerpaniu fizycznym i psychicznym ja też długo nie pociągnęła i w końcu mój organizm też się zbuntuje.
Ale dość użalania się nad sobą...jeśli chodzi o przegląd tych minionych dwóch tygodni lipca to niewiele się działo. Pogoda była w kratkę..i trochę słońca i deszczu.
Jeśli chodzi o jedzenie to wkoncu udało mi się zrobić idealny sernik bez pieczenia (przepis macie TU), który mimo, że nie jest "fi" to i tak jest pyszny i myślę że czasem warto sobie na niego pozwolić. Poza tym nie bardzo miałam chęć na eksperymenty w kuchni i tak szczerze to trochę zmuszałam się do jedzenia urozmaicając je moimi ulubionymi owocami sezonowymi czy np jedząc same sałatki (zdjęć sałatek niestety brak).
W ubiegłym tygodniu przy okazji załatwiania różnych spraw na mieście byłam na ulicy Nowogrodzkiej oddać krew. Odkąd ponad rok temu Mariusz namówił mnie, żebym oddała krew, staram się robić to regularnie. Mam poczucie, że komuś pomogłam, tak poprostu, bez kosztów. Bo oddając krew ratujemy czyjeś życie. A Wy oddajecie krew??
Na koniec standardowo troszkę zdjęć Lunki...mojej chorowitki.

Komentarze
Prześlij komentarz