Ten tydzień był dla mnie ciężki, zarówno w pracy, jak i w domu. W pracy było bardzo dużo roboty, a po pracy milion spraw do załatwienia. Musiałam ogarnąć rozliczenie potów swoich, Mariusza i moich rodziców. Do dziś do 13.00 jest czas żeby zapisać dzieci do pierwszej klasy. Ja już to ogarnęłam właśnie w zeszłym tygodniu, bo dziś niedalabym rady bo pracuje do 15.00. Ten tydzień też nie zapowiada się kolorowo. Muszę m.in. złożyć pity w Urzędzie Skarbowym i odwiedzić gminę.
Plus jest taki, że chociaż starałam się zdrowo jeść, co widać na zdjęciach powyżej.
U mnie w domu już wiosna. Zakwitł mi narcyzek i urosła rzeżucha (będzie akurat do kanapek) :-)
W tym tygodniu też odwiedziłam z Luną weterynarza. Luna ostatnio bardzo mocno drapała się po prawym uchu, i jak na nią bardzo mało jadła. Nawet nie podlatywała do miski gdy wsypywałam jej karmę (a zawsze tak robiła). Okazało się, że Luna w prawym uchu ma świerzb, a przy okazji ma zapalenie dziąseł. Dostała jakieś maści. Tą białą wpuszczam do ucha, a niebieską smaruje dziasła. Na środę jesteśmy zapisane na kontrolę dentystyczną. Lekarz zdecyduje czy wystarczy usunąć kamień z zębów, czy trzeba usunąć cały ząb. Szczerze wolałabym to pierwsze.
W tamten weekend przyszła do nas wiosna. Za to w ten zima pokazała swoje prawdziwe białe i mroźne oblicze. Niestety mogłam sobie tylko pozwolić, żeby przejść w tej pięknej mroźnej aurze do sklepu, bo niestety u mnie w domu wszyscy chorzy. Zarówno mój Mariusz, jak i Wika. Mariusz miał temperaturę powyżej 39 stopni, Wika ok. 38. Skazani więc byliśmy na siedzenie w domu, ale przynajmniej z postami jestem trochę do przodu :-)
Komentarze
Prześlij komentarz